Install Steam
login
|
language
简体中文 (Simplified Chinese)
繁體中文 (Traditional Chinese)
日本語 (Japanese)
한국어 (Korean)
ไทย (Thai)
Български (Bulgarian)
Čeština (Czech)
Dansk (Danish)
Deutsch (German)
Español - España (Spanish - Spain)
Español - Latinoamérica (Spanish - Latin America)
Ελληνικά (Greek)
Français (French)
Italiano (Italian)
Bahasa Indonesia (Indonesian)
Magyar (Hungarian)
Nederlands (Dutch)
Norsk (Norwegian)
Polski (Polish)
Português (Portuguese - Portugal)
Português - Brasil (Portuguese - Brazil)
Română (Romanian)
Русский (Russian)
Suomi (Finnish)
Svenska (Swedish)
Türkçe (Turkish)
Tiếng Việt (Vietnamese)
Українська (Ukrainian)
Report a translation problem
I oto z Zaświata wychodzi Beata
Kapłan rozdziera swą szatę
Żeby ładować Beatę
Instaluje się w przełyku
By złożyć dawkę świętego narkotyku
Ministranci za ramiona ją trzymają
I od tyłu posuwają
A Beata wniebowzięta szuka kolejnego klienta
Wtem nadchodzi organista
Stary, brzydki i sadysta
Daje ministrantom znaki
By rozstąpili się jebaki
I wyjmuje penisa jak gromnicę
By ładować w odbytnicę
Beata tak zadowalana
Pada na kolana
Kiedy krzyczy, że nie może
Oto biskup jej pomoże
Gdy Beata do ust bierze
Zaczynają się pacierze
A gdy pacierz dojdzie końca
Staną nagle wszystkie prącia
I skierują się w Beatę
By się zwolnić na jej klatę
Nasza zmora tak splamiona
Zostaję przez biskupa wypędzona
I tak Beata wraca w Zaświata
A magicy wychodzą z kaplicy
Po tej posuwicy
(ciąg dalszy nastąpi w kostnicy)