Steam installeren
inloggen
|
taal
简体中文 (Chinees, vereenvoudigd)
繁體中文 (Chinees, traditioneel)
日本語 (Japans)
한국어 (Koreaans)
ไทย (Thai)
Български (Bulgaars)
Čeština (Tsjechisch)
Dansk (Deens)
Deutsch (Duits)
English (Engels)
Español-España (Spaans - Spanje)
Español - Latinoamérica (Spaans - Latijns-Amerika)
Ελληνικά (Grieks)
Français (Frans)
Italiano (Italiaans)
Bahasa Indonesia (Indonesisch)
Magyar (Hongaars)
Norsk (Noors)
Polski (Pools)
Português (Portugees - Portugal)
Português - Brasil (Braziliaans-Portugees)
Română (Roemeens)
Русский (Russisch)
Suomi (Fins)
Svenska (Zweeds)
Türkçe (Turks)
Tiếng Việt (Vietnamees)
Українська (Oekraïens)
Een vertaalprobleem melden
Bo ten człowiek nie tylko odpala Devil May Cry z ręką w majtkach i duszą w piekle...
On robi to z odwagą mężczyzny, który potrafi złożyć 15-hit combo, ale ucieka od dekoltu jak Dante od obowiązków rodzinnych.
To brainrot patapim school of gaming, gdzie cycki to boss raid level 9999, a każda cutscenka z Trish to test moralny, emocjonalny i hormonalny jednocześnie.
Potrzebuje lock-ona, Devil Triggera i czystej woli przetrwania.
Bo gdy inni płoną dla Bayonetty, on woli płonąć z wstydu przy podkoszulku Lady.
SSStylish? Tak.
SSSimp? Nigdy.
On ucieka od ciastek i cycków z tym samym zrywem, z jakim Dante odpala Rebellion.
Oczy czerwone od cutscenek.
Dłoń spocona. Serce w panice.
Nie przez bossów.
Nie przez gameplay.
PRZEZ DEKOLT.
Ale pamiętaj, wojowniku –
Twój strach czyni cię legendą.
Twoje SSStylish uniki przed sceną z Lady są godne fanfara.
Ty nie boisz się przegrywać. Ty boisz się cycka. I to szanuję.